Towarzystwo ubezpieczeniowe ma jeden cel – zarabiać. I, jak nietrudno się domyślić, jego pracownicy, by ów cel zrealizować, chwytają się niejednokrotnie różnych środków.

Zamieszanie wokół OFE

Przykładem nadużycia, o którym stało się głośno za sprawą Ryszarda Petru i jego wpisu na Twitterze, jest wykorzystywanie zamieszania wokół OFE w celu nakłonienia klientów do zakupu programów emerytalno-oszczędnościowych. Ludzka niewiedza, społeczne niepokoje, poczucie niepewności co do przyszłości to doskonałe warunki do działań nieuczciwych sprzedawców i sposób na podniesienie wyników sprzedaży.

Jak na coś takiego reagować? Nie da się ukryć, że emerytury, czy to z ZUS-em czy z OFE będą w większości przypadków niewysokie i że oszczędzanie pieniędzy na spokojną i bezpieczną jesień życia jest rozsądne. Z drugiej jednak strony, nie warto ulegać presji agentów i ich profetycznym wizjom. Zazwyczaj są to bowiem sprytne zabiegi mające na celu nakłonienie potencjalnego klienta do zakupu określonego produktu finansowego. A ten nie musi mieć nic wspólnego z korzyściami i dostatnią emeryturą. Wniosek? Nie kupujmy niczego, co nie jest nam potrzebne. Nie zgadzajmy się na nic, czego nie rozumiemy. Nie podpisujmy niczego, czego nie przeczytaliśmy dokładnie. Nie podejmujmy decyzji, zanim nie porównamy różnych ofert.

Podwójne OC

Sprawą, która mocno skompromitowała towarzystwa ubezpieczeniowe w oczach klientów było również podwójne OC. Do lutego ubiegłego roku firmy ubezpieczeniowe umiejętnie zarabiały na uczciwości kierowców kupujących używane auto. Jeśli kierowca wykupił ubezpieczenie a równocześnie zapomniał wypowiedzieć OC poprzedniego właściciela pojazdu, był zmuszony płacić podwójnie. Towarzystwo ubezpieczeniowe automatycznie przedłużało bowiem ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej. Proceder ten został ostatecznie zakończony w lutym 2013 roku. Od tego czasu kierowca ma prawo do tego, by w każdej chwili zrezygnować z OC.

Zaniżanie odszkodowań

W minionym roku sporo rozpisywano się również o zaniżaniu odszkodowań wypłacanych przez towarzystwa z OC sprawcy wypadku. Jakich wyjaśnień używały instytucje, by nie wypłacać pełnej kwoty? W przypadku gdy samochód wymagał naprawy powoływały się na amortyzację czyli zużycie części. W efekcie im samochód był starszy, tym cięcia kosztów były większe. Szacuje się, że na tego typu procederze instytucje mogły zaoszczędzać nawet do 70% kosztów. Dla kierowców, którzy nie byli sprawcami wypadku, a ponieśli szkody oznaczało to konieczność dopłacenia do części lub zgody na montaż starszych zamienników. Podobnie sprawa wygląda w przypadku pokrywania kosztów wynajmu samochodu zastępczego. Towarzystwa robiły to bardzo niechętnie, tłumacząc, że firmy celowo zawyżały kwoty wynajmu, jeśli za samochód płaciło towarzystwo ubezpieczeniowe. W efekcie towarzystwa odmawiały pokrycia kosztów samochodu zastępczego, jeśli kierowca mieszkał w centrum miasta i mógł korzystać z komunikacji miejskiej.

Działania tego typu są niezgodne z prawem. Po pierwsze, bezpieczeństwo kierowcy wymaga tego, by części do uszkodzonego w wypadku samochodu były nowe. Po drugie, kierowca ma prawo do samochodu zastępczego bez względu na to czy mieszka w centrum, czy na obrzeżach i czy ma dostęp do komunikacji miejskiej, czy nie.